Do kolejnego wpisu skłoniła mnie wizyta (nomen omen towarzyska;) w domu mojego Szwagra. Jej charakter wymknął się trochę spod kontroli skłaniając uczestnków do debaty o tematyce muzycznej. Zdjęcia sprawców całego zajścia umieszczam poniżej.
Moim jedynym instrumentarium były od zawsze narzędzia rysunkowo-malarskie, tak tradycyjne jak i nowoczesne (np. pakiet Adobe). No może poza krótkim epizodem związanym z pobytem w BSA (Bursie Szkół Artystycznych) w Łodzi. Otóż tam pod wpływem kolegów z liceum muzycznego postanowiłem nauczyć się gry na gitarze. Efekt tego był łatwy do przewidzenia. Całkiem przyzwoita, zakupiona pośpiesznie od znajomej gitara, nie wytrzymywała bliskich relacji ze swoim nowym właścicielem. W końcu drogi obojga się rozeszły. Mocno poturbowana Cremona (rodowita Czeszka) oraz obrażony na jej niechęć do współpracy właściciel znaleźli sobie innych partnerów.
Dzisiejszy wpis miał być jednak o czymś innym. Umieszczenie go także w kategorii „Design” oczywiście nie jest przypadkiem. Zostałem bowiem wprost urzeczony urodą nowych Miłości mojego Szwagra. Elementy sylwetki, doskonała klawaitura oraz dopełniające całego obrazu anegdoty Jacka (Szwagier) o poprzednich właścicielach tych Piękności zrobiły swoje. Porzuciwszy zatem nasze małżonki oddaliśmy się obserwacjom a potem bliższemu zapoznaniu (One by One). Jedno jest pewne - wszyscy, których urzekły kiedykolwiek auta amerykańskie z lat pięćdziesiątych, jak również wszyscy ci, którzy lubują się w produktach wytwarzanych ręcznie - powinni Je zobaczyć. Dotknąć i posłuchać…


